-EJJJJ! OBUDŹ SIĘ!!!-usłyszałam jak ktoś wydziera mi się do ucha.
- Mhmmm, żyje przecież, spokojnie...- mruczę półprzytomna i otwieram oczy. Pochyla się nade mną chłopak w moim wieku. Na plecach ma miecz a ubrany jest w długi, ciemnozielony płaszcz i wojskowe buty, podobne do moich.
-Uf! Myślałem, że umarłaś. Chyba coś nie tak z twoją nogą... Możesz wstać?- pyta a ja oczywiście próbuję, ale coś idzie nie tak. Rozwiązuje but i patrze na swoją kostkę.
-Cholera!Dziewczyno, coś ty zrobiła!- krzyczy chłopak i bierze mnie na ręce.- Dobrze, że jesteś taka mała!
-Wielkie dzięki....- mówię trochę obrażona.- Gdzie ty mnie niesiesz?!
-Do bazy, oczywiście.- mruczy. Idziemy jeszcze parę minut i moim oczom ukazują się ogromne góry a u podnóża jednej z nich widzę spory, drewniany domek, zupełnie inny, niż te w Strefie. Dochodzimy do drzwi a tam od razu otwiera nam dziewczyna, starsza o najwyżej trzy lata ode mnie. Razem z moim wybawcą kładą mnie na sofie w (chyba) salonie.
-Wallert!!!- krzyczy dziewczyna.- Akise skąd tyś ją wytrzasnął?- mówi w szoku. Zauważam, ze jest całkiem ładna, ma czarne, długie włosy związane z tyłu w kucyka. Na twarzy, tuż obok lewego oka ma ogromną bliznę, jakby ktoś poważnie zadrapał ją mieczem. Poza tą skazą jej skóra jest nieskazitelna.
-Noooo, znalazłem ją w lesie. Ja to mam szczęście do lasek, co nie?- mówi z uśmiechem chłopak. Ja i ta dziewczyna posyłamy mu wymowne spojrzenie. W tym czasie z wyższego piętra schodzi (na oko) czterdziestoletni facet, wysoki, dobrze zbudowany. To musiał być ten Wallert, którego wołała czarnowłosa. Mężczyzna bez słowa bierze z pomieszczenia obok apteczkę, smaruje moją kostkę niezidentyfikowaną maścią i bandażuje. Następnie podnosi mnie do pozycji siedzącej i bada moje ręce, postawę i oczy.
-Hmmm...dobry byłby z ciebie nabytek,- mówi.
Gdzieś dalej, w kuchni zaczyna gwizdać czajnik, więc dziewczyna idzie tam, zapewne w celu zaparzenia herbaty.
-Prepraszam, gdzie ja właściwie jestem?- mówię niezbyt rozumiejąc co się wokół mnie dzieje.
-Oh, nie powiedzieli ci?Ja jestem Wallert, tamta czarnowłosa to Aika a twój zabawny przyjaciel z lasu to Akise.
-I próbujemy obalić aktualną władzę, zabić króla i zostać władcami nowego państwa!!!- krzyczy Akise, tak, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-No, no Akise, nie bądź taki bezpośredni, bo się jeszcze przestraszy!- mówi Aika wracając z kubkami herbaty dla wszystkich. -Jesteś zapewne ze Stref? Bo widzę, że nic nie wiesz...
-Tak.
-Strefy to fragmenty państwa, gdzie mieszkają ludzie ukarani za poważne zbrodnie, którzy nikomu nie mogą zdradzić informacji o sobie. Za milczenie dostają nowe życie, odcięci od świata zewnętrznego. Ciekawe co zrobili twoi rodzice, że tam trafili.- mówi Aika.
-Są przecież zdrajcami stanu, nieprawdaż?- Ze schodów schodzi wysoki chłopak, wygląda na najstarszego (nie licząc Wallerta) Ma takie same jak ja białe włosy, niedbale ułożone, taką samą, bladą cerę. Różni nas wzrost i kolor oczu. Jego są ciemnoniebieskie a moje nienaturalnie cytrynowe.
-Witaj, siostro, nie przypuszczałem, że kiedyś się zobaczymy.- mówi.
-No to się porobiło.- szepcze Aika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz